|
Podróż w towarzystwie zwłok |
|
|
|
poniedziałek, 19 marzec 2007 |
54-letni biznesman z Anglii Paul Trinder, posiadacz tzw. złotej karty
linii British Airways, spędził pięciogodzinny lot z Delhi do Londynu,
za który zapłacił 4 tys. funtów szterlingów, w "towarzystwie" zwłok
starszej pani, która zmarła wkrótce po starcie.
Personel pokładowy przeniósł zwłoki z klasy turystycznej do klasy
biznes, w której fotele są większe. Nieboszczkę "posadzono" w pobliżu
drzemiącego biznesmena.
- Obudziłem się z drzemki i zobaczyłem, jak po drugiej stronie rzędu,
w którym siedziałem, personel pokładowy przypasywał do siedzenia coś,
co na pierwszy rzut oka wyglądało na worek z kartoflami. Z wolna, mimo
ciemności, uświadomiłem sobie, że jest to ciało. Początkowo miałem
wrażenie, że wszystko to mi się śni, potem zrozumiałem, że to śmierć na
jawie - powiedział biznesmen dziennikowi "The Mirror".
Trindera najbardziej niepokoiło to, że z powodu turbulencji ciało, choć
przypięte pasami, obsuwało się na podłogę. Obawiał się też, że zwłoki
zaczną się rozkładać, nie wiedział, czy kobieta nie zmarła przypadkiem
na jakąś chorobę zakaźną. Przeszkadzała mu też rodzina zmarłej, która
także została przesadzona do klasy biznes i przez cały czas żałobnie
zawodziła.
Personel pokładowy nie reagował na jego skargę i doradził okazanie zimnej krwi.
- Wyrażamy ubolewanie, ale nasz personel pracował w trudnych warunkach
i wybrał rozwiązanie, które spowodowało najmniej zakłóceń
- skomentowały sprawę linie BA.
|