Pracował jak oszalały, by dogodzić wielkim gwiazdom
odwiedzającym klub, w którym pracował. Niestety, pracodawca wywdzięczył
mu się zwolnieniem dyscyplinarnym, bo wypił drinka, którego miał wylać
do zlewu. Kiedy Filip Mężyński dostał pracę w Electric House, wydawało
mu się, że złapał Pana Boga za nogi. Ekskluzywny klub na Notting Hill
dostępny tylko dla wybranych i bogatych członków. Ocierał się o wielki
świat, oddychał tym samym powietrzem, co Naomi Campbell, Woody Allen,
chłopcy z „Take That”, podawał drinki Lionelowi Richiemu.
Pracowałem jak oszalały całymi nocami. Nie miałem w ogóle czasu na
życie prywatne. W dzień wolny po prostu odsypiałem cały tydzień braku
snu – opisuje swoje oddanie dla pracy w firmie. Niestety, pracodawca
okazał się nie być aż tak oddany pracownikowi.
Dyscyplinarka
Po pracy popijałem sobie z
kolegą przy barze drinka i zostaliśmy przyłapani przez jednego z
menedżerów – opowiada Filip. Z pozoru wszystko wydawało się być w
porządku. Obaj pracownicy byli już po zmianie. Jednak ubrani byli wciąż
w służbowe uniformy, a alkohol, który spożywali pochodził z „wastage”,
czyli puli drinków omyłkowo podanych gościom, którzy zamówili co
innego. - Według reguł pracodawcy powinniśmy je rejestrować w
odpowiedniej księdze i wylewać do zlewu. Ale czasem aż szkoda... –
przyznaje się Filip. Przyznał się również podczas spotkania
dyscyplinarnego, jakie odbyło się wkrótce. Opowiedział wszystko
szczerze, licząc, że zostanie potraktowany łagodnie. Niestety, decyzja
kierownictwa była surowa – dyscyplinarne zwolnienie z pracy ze skutkiem
natychmiastowym. Uzasadnienie – spożywanie alkoholu w czasie pracy oraz
złamanie przepisów firmy dotyczących postępowania z omyłkowo nalanym
alkoholem. - W czasie spotkania nazwali to nawet kradzieżą, ale to
przecież bzdura. Poza tym, w jaki sposób byłem w pracy? Że wciąż byłem
ubrany w uniform? Moja zmiana skończyła się 15 minut wcześniej – żali
się. Czuje się potraktowany niesprawiedliwie, tym bardziej że nigdy nie
otrzymał jeszcze żadnego ostrzeżenia, nikt nie miał żadnych uwag, co do
jego pracy. Niedawno dostał nawet awans z osoby pomagającej na zapleczu
na barmana. - Tymczasem wielu moich kolegów z pracy ma na swoim koncie
i po dziesięć ostrzeżeń: za picie podczas pracy, a nawet za bójki –
twierdzi. Jego koledzy z pracy nawet żartują, że to jakaś ironia losu,
bo on zawsze pił najmniej.
Gra w kotka i myszkę
O decyzji o zwolnieniu
dyscyplinarnym powiadomiono go ustnie, tuż po naradzie, w tym samym
dniu. Poinformowano też, że ma 5 dni na złożenie odwołania. -
Zrozumiałem, że pięć dni od momentu otrzymania pocztą dokumentu
oficjalnie zawiadamiającego o decyzji komisji – mówi. Tymczasem w
dokumencie, który właśnie otrzymał, stoi, że odwołać można się w 5 dni
od spotkania. - Dopiero w poczcie, którą otrzymałem, wskazane są osoba
i adres, gdzie mogę złożyć odwołanie. Przedtem nawet nie wiedziałem, do
kogo się udać – żali się. Tymczasem zawiadomienie dostał już po upływie
pięciodniowego terminu odwołania. Właściwie to nawet wysłano je dopiero
w dniu, w którym termin upływał. - Załatwili mnie. Soho House,
właściciel Electric House, to potężna kompania władająca wieloma
klubami i hotelami. Nie mam szans w starciu z ich prawnikami – załamuje
się. – Już mniejsza o tę pracę, znaleźć nową nietrudno, ale kto mnie
przyjmie z dyscyplinarką w papierach? A jeśli nie przedstawię tego
zaświadczenia o pracy, to jakbym nigdzie nie pracował od półtora roku,
czyli odkąd jestem w Wielkiej Brytanii – wyjaśnia swoją sytuację.
Znikające zapasy
Tom Wade, menedżer baru jednego z
pubów na Ealing Broadway dziwi się nieco decyzji kierownictwa Electric
House. - To fakt, że większość firm zastrzega w kontrakcie, że dopóki
pracownik pozostaje w uniformie, dopóty uważany jest za pozostającego
na służbie – twierdzi. Przyznaje również rację menedżerom Filipa, że
nawet jeśli popijany drink pochodził z puli, która miała być wylana do
zlewu, to wciąż był on własnością firmy i miała ona prawo zadecydować,
co z nim zrobić. - Gdyby te drinki można było popijać tak sobie, wtedy
byłaby to zachęta dla barmanów, żeby im się takie „omyłkowe nalania dla
klienta” zdarzały. A tak to wiedzą, że nic z tego nie będą mieli –
tłumaczy. Biorąc pod uwagę to wszystko, sądzi, że zwolnienie
dyscyplinarne to decyzja zdecydowanie zbyt surowa. On wziąłby taką
osobę na dyskretną rozmowę i udzielił ustnego ostrzeżenia lub w
najgorszym razie reprymendy pisemnej. - Najwyraźniej ten chłopak nie
był uważany za zbyt dobrego pracownika i firma uznała, że to dobra
okazja do pozbycia się go. Nie wyrzuca się przecież złota na ulicę –
komentuje. Filip ma na temat zwolnienia swoją własną teorię. Minął
okres wytężonej pracy w czasie przedświąteczno-noworocznym. Dodatkowo
kompania otworzyła nowy klub w Chiswick, co zawsze wiąże się z pewnymi
kosztami. To dobry powód do redukcji personelu. - Poza tym od dłuższego
czasu kierownictwo było zaniepokojone ginącymi zapasami alkoholu. W
ciągu tygodnia poza kasą potrafiło zniknąć 250 butelek wody mineralnej,
70 butelek wódki czy 40 wina – wspomina. Uważa, że stał się kozłem
ofiarnym, osobą, której przykład ma odstraszyć innych od nielegalnych
operacji. - Ale przecież szklaneczka whisky to nic w porównaniu z tymi
brakami. To każdy pracownik Electric House musiałby sobie zabrać po
całej butelce, żeby się tyle uzbierało – szacuje. Kompania Soho House,
właściciel Electric House, odmówiła komentarza w tej sprawie. Według
nich to sprawa wewnętrzna firmy.
Solidarni z brytyjskimi związkami Solidarność użyczyła swojego słynnego logo związkom zawodowym w
Wielkiej Brytanii. Znajomy, charakterystyczny symbol, który powstał w
stoczni gdańskiej ma zachęcić Polaków zatrudnionyc...
Niania international Praca jako au pair to znakomity sposób, aby za bezcen zwiedzić
świat, poznać kulturę i język obcego kraju, a także wieść beztroskie
życie pod opieką goszczącej cię rodziny. Tylko dzieci czase...
O jeden drink za daleko... Pracował jak oszalały, by dogodzić wielkim gwiazdom
odwiedzającym klub, w którym pracował. Niestety, pracodawca wywdzięczył
mu się zwolnieniem dyscyplinarnym, bo wypił drinka, którego ...
Angielskie CV różni się w małych detalach od polskiego.To co u nas jest modne tutaj może być przeżytkiem. Drobne niedociągnięcia mogą zdyskwalifikować nas w ciągu pierwszych 30 sekund przeglądania dokumentu.