|
Szkoci myślą o niepodległości |
|
|
|
wtorek, 16 styczeń 2007 |
We wtorek przypada 300. rocznica przegłosowania ustawy o unii
Anglii i Szkocji. Nikt nie zaplanował jednak uroczystych obchodów, a
Anglicy i Szkoci coraz częściej myślą o rozwodzie.
Choć wydaje się to nieprawdopodobne, nie można wykluczyć, że to
życzenie zacznie się spełniać już w 2007 r. W maju w Szkocji odbędą się
wybory do lokalnego parlamentu i może je wygrać Szkocka Partia Narodowa
(SNP). Zapowiada ona, że w ciągu pierwszych stu dni swych rządów
rozpisze referendum niepodległościowe.
Według różnych sondaży niepodległość popiera od 30 do ponad 50 proc. Szkotów. Skąd nagle apetyt na niepodległość?
Już w latach 70. ubiegłego wieku SNP zdobywała w wyborach ok. 30 proc.
głosów. Pragmatyczni Szkoci cenili sobie jednak więzy gospodarcze i
pieniądze, które płynęły do nich z budżetu centralnego w Londynie.
Dziś jednak sytuacja gospodarcza jest inna. Ceny ropy, która wydobywana
jest z dna morskiego na wodach terytorialnych Szkocji, są wyjątkowo
wysokie. SNP od dawna utrzymuje, że 90 proc. dochodów z wydobycia ropy
i gazu (ok. 10 mld funtów rocznie) należy się Szkotom.
Niektórym zwolennikom niepodległości dało do myślenia ostatnie
rozszerzenie Unii Europejskiej. "Jeśli kraje takie jak Estonia i
Słowenia mogą kwitnąć w UE, to dlaczego nie pięciomilionowa Szkocja?" -
pytał niedawno "Financial Times", tłumacząc sposób myślenia części
Szkotów.
- Chcemy niepodległej Szkocji, która byłaby członkiem Unii tak jak
Polska i inne kraje - tłumaczy "Gazecie" Davie Hutchison, kandydat SNP
do parlamentu w Edynburgu.
Niepodległość byłaby też okazją do pozbycia się broni nuklearnej - dziś
brytyjskie atomowe okręty podwodne stacjonują niedaleko Glasgow.
Bodaj najpoważniejszym powodem popularności SNP jest jednak zmęczenie
Partią Pracy, która i w Londynie, i w Edynburgu jest u władzy od prawie
dziesięciu lat. W Anglii najpoważniejszą opozycją są konserwatyści, ale
w Szkocji nigdy nie byli oni bardzo mocni. Jedyną alternatywą dla
Labour pozostaje SNP. Dziś partia ma 25 deputowanych w parlamencie w
Edynburgu, a rządzący laburzyści 50.
To, o czym w sondażach spokojnie mówią zwykli ludzie, przeraża część
elit. SNP zakłada, że Szkocja łatwo znajdzie miejsce w Unii
Europejskiej. Dziennik "The Scotsman" nie jest taki pewny. "SNP będzie
musiała przekonać każdy kraj członkowski. Tylko jedno weto ze strony
rozgoryczonej Anglii lub podejrzliwej Hiszpanii obawiającej się, że
powstanie precedens, który spodoba się Katalonii, i szanse Szkocji
legną w gruzach" - pisze.
Za rozwiązaniem Unii opowiada się w sondażach prawie tyle samo Anglików
co Szkotów. Mają za złe sąsiadom, że ciągle mówią o niepodległości,
podczas gdy na północ płyną pieniądze ze wspólnej kasy. W dodatku przy
okazji tworzenia parlamentu Szkocji w 1998 r. powstał paradoks. Szkocki
parlament decyduje o edukacji i opiece zdrowotnej w Szkocji. Anglicy
nie mają własnego parlamentu. O tym, jak leczeni będą mieszkańcy
Londynu czy Manchesteru, decyduje więc brytyjski parlament, gdzie prawo
głosu mają także Szkoci. To irytuje Anglików.
Opamiętajcie się!
Niepodległość Szkocji byłaby rewolucyjną zmianą także dla Anglików.
Musieliby nie tylko zabrać z północy okręty podwodne, ale odesłać tam
niektórych czołowych polityków. Chyba najważniejszym Szkotem w Londynie
jest dziś Gordon Brown, prawie pewny kandydat na następcę po premierze
Tonym Blairze! W razie rozwodu musiałby opuścić angielski parlament i
rząd.
Choć Brown jest szkockim patriotą, to w sobotę opublikował w "Daily
Telegraph" alarmistyczny artykuł. Pisze w nim m.in.: "Czas, by odezwali
się zwolennicy unii. By stawili opór tendencjom ku bałkanizacji
Brytanii i przyznali, że Wielka Brytania jest i była sukcesem - modelem
pokazującym światu, jak narody mogą żyć u swego boku, silniejsze razem,
niż byłyby oddzielnie".
Inni uspokajają, że tendencje separatystyczne to raczej efekt chwilowej
polityki i że popularność SNP nie oznacza, że wszyscy jej wyborcy
zagłosowaliby za niepodległością. Wszystko wskazuje też na to, że nawet
jeśli okaże się największą partią, będzie musiała wejść w koalicję, a
to zapewne złagodzi jej niepodległościowe aspiracje.
Kampania przed majowymi wyborami już się zaczęła i zapowiada się
wyjątkowo ciekawie. SNP zabiega m.in. o głosy mieszkających w Szkocji
Polaków, którzy jako obywatele UE mają prawo głosować w wyborach
lokalnych. - Polacy wiedzą, co to walka o niepodległość. Dlatego mamy
nadzieję, że nas poprą - mówi Davie Hutchison.
Źródło: Gazeta.pl
|
|
|
Subskrypcja
Zapisz się do naszej listy mailingowej, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, konkursach...
Who's Online
Odwiedza nas 2 gości
|