|
Anglia: W Londynie kwitnie islamski ekstremizm |
|
|
|
niedziela, 13 sierpień 2006 |
Hasła islamskiego radykalizmu popierają dziś setki tysięcy brytyjskich muzułmanów. Policja nie ma dość sił, by śledzić wszystkich ekstremistów.
30 kwietnia 2003 r. 21-letni Asif Mohamed Hanif i 27-letni Omar Khan Sharif wysadzili się w powietrze przed barem w Tel Awiwie, zabijając trzy osoby. Obaj byli Brytyjczykami. Obu na Bliski Wschód pognała chęć zabłyśnięcia jako męczennicy dżihadu, która została im wpojona w radykalnych meczetach w Anglii. W zszokowanej ojczyźnie zostali okrzyknięci pierwszymi w historii brytyjskimi zamachowcami-samobójcami. Nie była to prawda.
Imam Abu Hamza
Pierwszy Brytyjczyk, syn muzułmańskich imigrantów, wysadził się w powietrze w 1996 r. w Afganistanie. Został tam wysłany, by walczyć u boku talibów, przez imama Abu Hamzę, który do 2003 r. kierował meczetem w londyńskiej dzielnicy Finsbury Park.
Podczas jednej z bitew chłopak został ciężko ranny w nogę, nie mógł chodzić i kazał swoim towarzyszom, by go zostawili. Gdy do rannego taliba zbliżyli się żołnierze Sojuszu Północnego, odpalił schowany za pazuchą ładunek wybuchowy, zabijając siebie i kilku wrogów. W Wielkiej Brytanii oprócz szajki z Finsbury Park nikt o nim nie usłyszał.
W kolejnych latach Brytyjczycy wysadzali się w powietrze jeszcze w Kaszmirze i Czeczenii, informacje o tym były jednak na Wyspach kompletnie ignorowane. Tak samo jak informacje o imamach pokroju Abu Hamzy, którzy wzywali w meczetach do zabijania niewiernych.
Robili to zupełnie otwarcie, nawet gdy w 2003 r. policja zamknęła wreszcie meczet w Finsbury Park. Znalazła w środku dowody świadczące o tym, iż przez lata meczet służył jako punkt rekrutacyjny do obozów szkoleniowych al Kaidy w Afganistanie i Pakistanie. A Abu Hamza wciąż, tym razem na ulicy wygłaszał swoje mowy o zamachach i kamienowaniu homoseksualistów. Policja chroniła go za publiczne pieniądze, obawiając się, że oburzeni Brytyjczycy zrobią mu krzywdę.
Gdy 7 lipca ub.r. czterej wychowani na brytyjskiej ziemi młodzi muzułmanie, wśród nich co najmniej jeden uczeń Abu Hamzy, wysadzili się w wagonach londyńskiego metra i w autobusie, imam siedział już w areszcie. Pięć miesięcy później został skazany na siedem lat więzienia za podżeganie do morderstwa i nienawiści rasowej.
Brytyjczycy wreszcie tropią
Od tego czasu władze zaostrzyły prawo terrorystyczne, a służby dostały więcej pieniędzy, etatów i sprzętu na ściganie terrorystów. Pozornie zmiany są ogromne. Kilka godzin po zamachach w Londynie zebrała się Cobra - specjalna grupa kryzysowa złożona z ministrów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, szefów policji i doradców rządowych. Uczestnicy spotkania siedzieli bezczynnie i czekali na jakiekolwiek informacje służb specjalnych o ataku - jak do niego doszło i kto go dokonał.
Godziny mijały, a służby specjalne milczały. - Nie mieliśmy nic - mówił prasie anonimowy członek Cobry. - Normalnie przy każdym zamachu służby od razu wiedzą, kto tego dokonał i gdzie szukać informacji. Tym razem nie wiedzieli kompletnie nic.
Dziś wykrywane są kolejne spiski terrorystyczne, właśnie udało się rozbić grupę planującą zamach na miarę 11 września. Brytyjskie służby specjalne prowadzą 70 śledztw antyterrorystycznych, najwięcej w całej Europie, i ledwo się wyrabiają.
Pokazuje to jednak tylko skalę wieloletnich zaniedbań. Nic nie odwróci już faktu, że przez 20 lat pod okiem władz całe pokolenie muzułmanów było szkolone w nienawiści do Zachodu, a setki, jeśli nie tysiące z nich były przygotowywane do dżihadu. Szef MSW John Reid mówi Brytyjczykom wprost, że kolejne zamachy to kwestia nie "czy", lecz "kiedy".
- Po zamachach 7 lipca brytyjskie elity uświadomiły sobie wreszcie, że istnieje zagrożenie terrorystyczne - mówi "Gazecie" Melanie Phillips, dziennikarka "Daily Mail" zajmująca się brytyjskimi islamistami. - Brytyjczycy nadal jednak nie są w stanie zrozumieć, że u źródeł tego zagrożenia leży radykalny islam, który nadal rozwija się u nas bez przeszkód. Jesteśmy zbyt racjonalni i przekonani o swojej wyższości, by na serio traktować słowa imama zachęcającego ludzi do wysadzania się w metrze. Takich jak Abu Hamza wciąż są setki. Dla nas to klauni, z których można się pośmiać.
Ostatnie sondaże pokazują jednak, że zupełnie na poważnie przyjmuje taką propagandę przerażająco wysoka liczba żyjących w Wielkiej Brytanii muzułmanów. Całe lata zarzucenia jakiejkolwiek polityki integracji imigrantów skutkują tym, że ponad połowa z blisko 2 mln brytyjskich muzułmanów chce zniszczenia społeczeństw zachodnich, a jedna trzecia życzyłaby sobie zaprowadzenia na ich miejsce porządku szariackiego, np. z karą śmierci dla zbyt frywolnie ubranych kobiet. Terroryzm jako metodę osiągnięcia tego celu akceptuje 16 proc.
Gdy w lutym wybuchła awantura o karykatury Mahometa, muzułmanie zorganizowali w Londynie wielką demonstrację, na której domagali się zabicia rysowników, zniszczenia Europy i wychwalali "wspaniałą czwórkę" zamachowców z 7 lipca. Mimo że ewidentnie łamali brytyjskie prawo, policja zatrzymywała tylko przechodniów, którzy usiłowali zrywać plakaty demonstrantów. /zrodlo: gazeta.pl/
|
|
|
Subskrypcja
Zapisz się do naszej listy mailingowej, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, konkursach...
Who's Online
Odwiedza nas 5 gości
|