CCTV - Pod czujnym okiem kamery Drukuj Email
wtorek, 01 sierpień 2006

Goniec.comPrzeciętny mieszkaniec Londynu trzysta razy dziennie jest nagrywany przez kamerę CCTV. W całej Wielkiej Brytanii działają cztery miliony kamer, w samym londyńskim metrze jest ich sześć tysięcy. Ich obsługą zajmują się tysiące operatorów. Wśród nich – a jakże – nie brakuje Polaków.Chociaż początki CCTV (Closed Circuit Television) czyli telewizji przemysłowej sięgają lat siedemdziesiątych minionego stulecia, kiedy to rząd brytyjski podejmował wysiłki, by zapobiec kolejnym zamachom bombowym Irlandzkiej Armii Republikańskiej, prawdziwa kariera kamer zaczęła się trzynaście lat temu. W lutym 1993 roku Wielką Brytanią wstrząsnęła historia zamordowanego w okrutny sposób trzyletniego chłopca, porwanego z jednego z centrów handlowych pod Liverpoolem. Obraz zarejestrowany przez zainstalowane w centrum kamery pomógł w ujęciu sprawców. CCTV, choć nie zapobiegła zbrodni, została uznana za niezastąpione narzędzie w walce z przestępcami.

Prywatność nie istnieje
Od połowy lat 90 w kamery inwestowano ok. 80 procent części budżetu przeznaczonej na prewencję. Sceptyczną opinię publiczną przekonywano, że nowoczesna technologia rozprawi się z przestępczością. Przekonywano skutecznie – dziś CCTV popiera 90 procent Brytyjczyków. Kamery obserwują ich na ulicach, na dworcach i przystankach, na lotniskach, autostradach, stacjach benzynowych, w sklepach, na parkingach, w siłowniach, bibliotekach, klubach, pubach, nawet w... toaletach (na szczęście o obecności kamery w takim miejscu musi informować specjalna tabliczka). Są wszędzie. Rejestrują auta wjeżdżające do strefy Congestion Charge w Londynie, a komputer sprawdza, czy kierowca zapłacił należną opłatę. Sprawdzają zgodność tablicy rejestracyjnej z samochodem, a połączony z kamerą komputer wykrywa kradzione auta na fałszywych numerach. Śledzą każdy ruch hałaśliwych nastolatków, bezdomnych, dealerów narkotyków. Podglądają nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy sami na ciemnej ulicy.
W kwietniu tego roku furorę na Wyspach zrobiła historia bezdomnego Keitha Rose’a, który zamienił przedsionek nieczynnego banku Lloyds TSB w gniazdko miłosne dla siebie i swojej dziewczyny. Kochankowie spokojnie, nikomu nie wadząc, odbyli w bankowym foyer stosunek oralny. Dzień później kierowniczka oddziału, która obejrzała zarejestrowany przez kamerę obraz, złożyła doniesienie o przestępstwie. Na szczęście dla niefortunnego kochanka sąd zdecydował, że niczyja moralność nie ucierpiała i skazał go tylko na karę 50 funtów grzywny i 75 funtów kosztów procesu. Precedens ten dał jednak do myślenia mieszkańcom Wielkiej Brytanii. Uświadomił im, że prywatność na Wyspach usianych kamerami właściwie już nie istnieje. To cena, którą zgadzamy się płacić za podniesienie poziomu bezpieczeństwa.

Oko operatora
Z badań prowadzonych przez Home Office wynika, że w miejscach, gdzie kamery są widoczne spadła ilość przestępstw popełnianych z premedytacją. Przestępców skutecznie odstraszają też kamery zainstalowane w sklepach, windach i innych zamkniętych przestrzeniach. CCTV nie robi natomiast wrażenia na przestępcach działających w afekcie lub pod wpływem alkoholu. Wtedy ofiary są zdane na czujne oko operatora, który odpowiednio szybko powinien wezwać na miejsce przestępstwa policję. Od czujności operatora CCTV wciąż zależy bardzo dużo. Od 20 marca tego roku pracowników monitoringu obowiązują licencje. Przedtem do obsługi kamer zatrudniano przypadkowe osoby. Zdarzało się, że ludzie zawodzili. Tak jak w grudniu 2005 roku, kiedy przed sądem w Liverpoolu stanęli dwaj pracownicy CCTV przyłapani na podglądaniu młodej kobiety pod prysznicem. Krzysztof i Tom – Polacy pracujący przy obsłudze CCTV – nigdy by sobie na takie zachowanie nie pozwolili.
Krzysztof Seredyński ma dopiero 23 lata, a zdążył już zebrać pokaźne doświadczenie na rynku pracy. Zaczynał w rodzinnym Szczawnie Zdroju. Jeszcze przed maturą otworzył firmę oferującą usługi sprzątania budynków. Chociaż pomysł okazał się trafiony, klientów w niewielkim uzdrowiskowym miasteczku było za mało, żeby mógł się utrzymać na rynku. Przerzucił się na „ciucholand”. Na 150 metrach kwadratowych powierzchni sprzedawał ubrania z drugiej ręki, samych najlepszych marek. Potem jeszcze prowadził sklep ze sprzętem AGD i RTV. Jednak za każdym razem napotykał na te same przeszkody. Dla banków był niewiarygodny ze względu na młody wiek, z tego samego powodu nie traktowali go poważnie partnerzy do interesów. – W końcu zjadły mnie podatki – mówi. – Wtedy postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i kupiłem bilet do Londynu. 7 marca 2005 roku, ze 160 funtami w kieszeni wylądowałem na Luton.
Zaczął od zmywania naczyń w restauracji, później przeniósł się do kantyny w college’u. Tam spotkał kolegów, którzy ochraniali budynek. Spodobała mu się ich praca – czemu nie spróbować? – pomyślał.
– Dałem swoje dokumenty menadżerowi, którego znałem z college’u i już po tygodniu zaczynałem szkolenie i nową pracę – opowiada – do CCTV Westminster trafiłem przypadkiem, po prostu tu było wolne miejsce.

Widok na całą dzielnicę
Teraz Krzysztof razem z trzema kolegami z teamu obserwuje Picadilly Circus, Leicester Square, Oxford Street, Soho i Trafalgar. – CCTV Westminster dysponuje 131 kamerami i 30 kamerami bezprzewodowymi – opowiada – mamy ogólny widok na całą dzielnicę. Kamery są sterowane i dokonują „obchodów” strategicznych punktów – budek telefonicznych, koszy na śmieci, przejść dla pieszych i wejść do pubów. Do naszych zadań należy przede wszystkim monitorowanie wydarzeń na ulicach. Kiedy dzieje się coś podejrzanego, natychmiast przekazujemy raport policji. Zdarza się też, że policja prosi nas o skierowanie kamery na konkretne miejsce lub osobę. Zwykle są to dealerzy narkotyków, nielegalne prostytutki lub sprzedawcy pirackich filmów i oprogramowania. Kamery są kolorowe, a przekazywany przez nie obraz daje zarówno w dzień jak i w nocy doskonały podgląd. Sprzęt jest nowoczesny, umożliwia zbliżenia pozwalające na przeczytanie tytułu książki z odległości kilkuset metrów. Jednak pracowników CCTV obowiązują pewne ograniczenia, których celem jest chronienie prywatności mieszkańców Londynu. – Nie wolno nam zaglądać ludziom w okna, nie możemy też robić zbliżeń na twarze – wyjaśnia Krzysztof i prezentuje obraz z kamery skierowanej na okno mieszkania mieszczącego się nad pubem na Soho. Okno przysłania szary prostokąt. Można zobaczyć zarys budynku, gdyby zaczął się pożar, albo ktoś chciałby wyskoczyć z okna, Krzysztof to zauważy. Nie podejrzy jednak kobiety pod prysznicem. – To zabezpieczenie może zdjąć tylko administrator systemu – mówi Krzysztof – czasami się to zdarza, zwykle na wyraźne zalecenie policji.

W stanie pełnego skupienia
Współpraca z policją to podstawa jego pracy. Cały czas słucha policyjnego radia i natychmiast przekazuje zgłoszenia o przestępcach. – Policja zwykle jest na miejscu w 10 sekund od zgłoszenia. 30 sekund to najdłuższy czas reakcji, jaki zaobserwowałem – mówi – zwykle wtedy do akcji wkracza kilka radiowozów. Codziennie zdarza się około 20 przestępstw lub wykroczeń, poważniejszych wypadków jest 3-4. Przez cały czas Krzysztof pracuje w stanie pełnego skupienia. Kontroluje kamerę za kamerą, przygotowuje raporty, odbiera telefon. Nic dziwnego, że po 12 godzinach jest zmęczony. – Pół doby na krześle to minus tej pracy – mówi – boję się, że dorobię się okrągłego brzucha. Minusem jest też brak kontaktu z dziennym światłem przez cały dzień. Na szczęście Krzysztof pracuje na zmiany – po czterech dniach następują trzy noce w pracy, a po nich trzy dni wolnego.
Ale więcej jest plusów – po pierwsze godziwe zarobki, rzędu ok. 25 tysięcy funtów rocznie. Praca jest bezpieczna, bo choć operatorzy CCTV są często świadkami przestępstw (i jako tacy podpisują zeznania dla sądu), nie obserwują ich naocznie. Jako pracownicy służb publicznych dzielnicy Westminster są przyjaźnie traktowani przez kluby i puby w okolicy. – W końcu strzeżemy ich bezpieczeństwa i jesteśmy w stałym kontakcie – mówi Krzysztof – nic dziwnego, że traktują nas z sympatią. Dzięki CCTV mogą też oglądać z bliska gwiazdy przyjeżdżające do centrum kulturalnej rozrywki Londynu. Na przykład ostatnio, w czasie premiery „Mission Impossible III” po Leicester Sqare spacerował Tom Cruise. Zdarza się im też obserwować dziewczyny na ulicach, zwłaszcza latem, kiedy królują minispódniczki i duże dekolty. – I jak tu nie lubić tej pracy? – podsumowuje Krzysztof z uśmiechem.

Prewencja i rutyna
Tom Hanson wyjechał z Polski, podobnie jak Krzysztof, zaraz po maturze, tylko że 1998 roku. Wybrał się na podbój Europy. Jego pierwszą stacją były zachodnio-południowe Niemcy. Tam spędził 1,5 roku sprzedając na aukcjach perskie dywany. – Tę pracę traktowałem jako część mojej przygody, a jednocześnie zarabiałem niezłe pieniądze – mówi. Cały czas jednak chodził mi po głowie wyjazd do najpopularniejszego miejsca w Europie, czyli do Londynu. – Zawsze sądziłem, że to miasto, gdzie wszystko może się zdarzyć, miasto tysiąca możliwości – opowiada Tom – nie rozczarowałem się. Do krainy wiecznych deszczów i dotarł pod koniec 1999 roku. Na początku nie rozglądał się za stałą pracą, bo nie był pewien, jak długo zabawi na Wyspach. Zaczął od pracy dla firmy adwokackiej, do jego zadań należało przekazywanie czeków między departamentami firmy. – To było regularne, proste, choć mało interesujące zajęcie – mówi – w tej pracy wytrwałem do końca 2003 roku i wtedy podjąłem decyzję o studiach. Teraz Tom kończy studia na wydziale Creative Media Production w Sae College.
Studia oznaczały nowy etap w życiu, zmieniło się wszystko. Podobnie praca. Od dwóch lat Tom jest oficerem bezpieczeństwa w jednym z największych niemieckich banków w Londynie. Pracuje w nocy – dzień wypełniają mu zajęcia na uczelni. Odpowiada za bezpieczeństwo budynku banku i jego lokatorów oraz użytkowników. Główną część jego pracy stanowi obserwacja obrazów z kilkunastu kamer CCTV. – Moja praca to jedna wielka rutyna, codziennie te same zajęcia, o ile nic złego się nie dzieje – opowiada – jej sedno polega na prewencji i współpracy z lokalną policją, służbami bezpieczeństwa, pogotowiem i strażą pożarną.
Tom przekazuje raporty o podejrzanych indywiduach do policji, która interweniuje, jeśli jest to konieczne. Zwykle jest spokój. Najgorzej wspomina okres po atakach bombowych w londyńskim metrze. – Wszystkie służby były bardzo przepracowane i reagowały bardzo nerwowo na nawet najmniejsze incydenty – mówi – jednak czas idzie do przodu i życie w Londynie też zaczęło znów biec swoim rytmem.
Do minusów pracy, oprócz nieprzyjemnych doświadczeń z okresu zamachów, Tom zalicza też ciężar spoczywającej na nim odpowiedzialności i długie trwające 12 godzin zmiany. – Na dłuższą metę, ze względu na tryb pracy, brakuje mi czasu na normalne życie towarzyskie – mówi. – Z drugiej strony pozytywnym aspektem tej pracy jest fakt, że nie muszę martwić się o brak zatrudnienia. Popyt na usługi ochroniarzy będzie wzrastał z każdym rokiem, razem z rozwojem świata, zmianami sytuacji politycznej, globalizacją, która niesie ze sobą wiele problemów. Najlepiej można je dostrzec właśnie przed ekranami CCTV.

 

zrodlo: goniec.com

 

Polecamy

Solidarni z brytyjskimi związkami
Londyn praca angliaSolidarność użyczyła swojego słynnego logo związkom zawodowym w Wielkiej Brytanii. Znajomy, charakterystyczny symbol, który powstał w stoczni gdańskiej ma zachęcić Polaków zatrudnionyc...

Niania international
praca w anglii praca w londyniePraca jako au pair to znakomity sposób, aby za bezcen zwiedzić świat, poznać kulturę i język obcego kraju, a także wieść beztroskie życie pod opieką goszczącej cię rodziny. Tylko dzieci czase...

O jeden drink za daleko...
praca w anglii praca w londyniePracował jak oszalały, by dogodzić wielkim gwiazdom odwiedzającym klub, w którym pracował. Niestety, pracodawca wywdzięczył mu się zwolnieniem dyscyplinarnym, bo wypił drinka, którego ...

Advertisement
A-Plan
Piszemy angielskie CV

CV Angielskie CV różni się w małych detalach od polskiego.To co u nas jest modne tutaj może być przeżytkiem. Drobne niedociągnięcia mogą zdyskwalifikować nas w ciągu pierwszych 30 sekund przeglądania dokumentu.

Czytaj całość...

 

Subskrypcja

Zapisz się do naszej listy mailingowej, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, konkursach...






Who's Online