|
W brytyjskiej prasie coraz częściej pojawiają się informacje o polskich dentystach, którzy uchronili Wyspiarzy przez bólem zębów. Minister zdrowia nie ustaje w zachwytach nad stomatologami z Polski i namawia kolejnych na przyjazd do Królestwa. Anglicy cieszą się, że nie muszą już stać w niekończących się kolejkach do gabinetów. A jak wygląda druga strona medalu? Posłuchajcie opowieści polskich dentystów na Wyspach.„Financial Times” zaproponował swego czasu, żeby rząd, zamiast pompować pieniądze w służbę zdrowia, dawał pacjentom bony na usługi dentystyczne i przelot Ryanair do Polski. Turystyka stomatologiczna rzeczywiście na Wyspach kwitnie, jednak brytyjskie władze zdecydowały się na inne rozwiązanie. Zamiast wysyłać pacjentów za morze, postanowiły sprowadzić na Wyspy lekarzy z Polski. Dentyści Polacy powoli wypełniają braki kadrowe w brytyjskim NHS. Powoli, bo – jak wynika z raportu przedstawionego przez gazetę „Express” – te braki są dużo większe, niż pierwotnie sądzono. Wszystko przez to, że nowi lekarze nie zajmują dostatecznie szybko miejsc opuszczonych przez ich kolegów odchodzących z zawodu lub wybierających prywatną praktykę. Koszty wykształcenia dentysty w Anglii sięgają 160 tysięcy funtów. Import dentystów wykształconych w innych krajach jest tańszy niż zwiększenie ilości miejsc na studiach. Już w 2004 roku na 1,4 tysiąca nowo zarejestrowanych w Anglii i Walii dentystów przypadało 697 wykształconych za granicą cudzoziemców. Plan brytyjskiego ministerstwa na razie się sprawdza. Dla nas, Polaków – stojących po obu stronach fotela – to dobra wiadomość. Polscy dentyści mają dobrą pracę, a Polacy na emigracji mogą coraz częściej przy kanałowym czyszczeniu podyskutować w ojczystym języku. Oby tak dalej.
Katarzyna od jakiegoś czasu myślała o wyjeździe za granicę. Zawsze jednak przed podjęciem ostatecznej decyzji powstrzymywał ją fakt, że nie mogłaby pracować w swoim zawodzie, który zdobyła z niemałym przecież wysiłkiem. – Nie mieliśmy noża na gardle, bo wiadomo, że dentysta i w Polsce może zarobić na dostatnie życie – mówi – liczyliśmy na to, że i nam jakoś się ułoży. Kiedy Polska dołączyła do Unii Europejskiej, z coraz większym zainteresowaniem Kasia razem z mężem zaczęła śledzić doniesienia o emigracji stomatologów z Polski. Urodził się im synek, kupili dom, oboje mieli pracę. Podczas urlopu macierzyńskiego z ZUS-owskim zasiłkiem (273 zł) po raz pierwszy przyszła frustracja. Postanowiła skrócić urlop i wrócić do pracy. Leczyła na trzy zmiany – w trzech gabinetach. Wychodziła z domu o 8 rano, wracała o 20. Dwa z tych trzech gabinetów miały kontrakt z NFZ. Kiedy Kasia wracała do domu, jej synek już spał, a kiedy wychodziła, mały Władzio właśnie się budził. – Każda matka może sobie wyobrazić, jak ciężko było mi wychodzić z domu – mówi. Mąż Katarzyny wyjechał służbowo do Londynu na kilka dni i tam odwiedził znajomych. Wrócił zachwycony Wielką Brytanią. Decyzję o wyjeździe podjęli szybko i nietypowo. Była ona zaskoczeniem dla całej rodziny i chyba również dla nich samych. – Kiedy zaczęliśmy się zastanawiać, jak mogłoby wyglądać nasze życie i przyszłość naszego synka na Wyspach, doszliśmy do wniosku, że nie mamy nic do stracenia – mówi – postanowiliśmy spróbować. Od jakiegoś czasu Kasia dostawała dużo ofert od firm rekrutujących lekarzy do pracy w krajach Unii Europejskiej na swoją skrzynkę poczty elektronicznej. Zdecydowała się na jedną z nich. – Dzięki temu przynajmniej jedno z nas miało od początku stałą pracę – mówi. Firma rekrutacyjna zajęła się wszystkimi formalnościami. – Polski dyplom lekarza stomatologa jest uznawany w brytyjskiej izbie lekarskiej, gdzie musiałam się zarejestrować – wyjaśnia Katarzyna – drugim wymogiem była przynajmniej trzyletnia praktyka w zawodzie po skończeniu studiów. Nie musiałam zdawać egzaminu językowego, bo wybrałam uczestnictwo w dwumiesięcznym kursie, zorganizowanym przez firmę rekrutacyjną. Nauczono nas tam nie tylko języka fachowego, ale też zapoznano z zasadami obowiązującymi w pracy na Wyspach. Oprócz tego musiałam jeszcze zarejestrować się w General Dental Council, przedstawić zaświadczenie o niekaralności, przestrzeganiu etyki zawodowej i referencje od dotychczasowych pracodawców. Teraz Kasia prowadzi jednostanowiskową klinikę w Szkocji. W pracy pomaga jej asystentka stomatologiczna oraz osoba zajmująca się rejestracją pacjentów i prowadzeniem dokumentacji. Ma też do dyspozycji higienistkę, której zleca proste zabiegi profilaktyczne. Sama odpowiada za leczenie pacjentów, prowadzenie dokumentacji medycznej oraz koordynację pracy zespołu. Pracuje od 8.30 do 17, z godzinną przerwą na lunch. Katarzyna pracuje dla NHS i zarabia miesięcznie ok. ₤2500 netto. – Wiem, że w sektorze prywatnym mogłabym zarobić więcej – mówi – nawet kilka razy tyle. Jestem jednak związana trzyletnim kontraktem z moim pracodawcą, co ma również dobre strony, jak na przykład 40 wolnych dni w roku. Za główną zaletę tej pracy Kasia uważa to, że pracuje w jednym miejscu, w przyzwoitym wymiarze godzin, co daje jej możliwość czynnego udziału w wychowaniu syna. – Nie zmieniłam techniki pracy, jeśli chodzi o leczenie pacjentów – mówi – za to wadą jest nadmierna moim zdaniem biurokracja i fakt, że na wizytę pacjent czeka czasem kilka miesięcy. Praca, choć bardzo odpowiedzialna, nie męczy jej tak jak w Polsce. Znaczną część dnia wypełnia jej praca biurowa – pisemna wymiana informacji i konsultacje z innymi lekarzami, sprawozdania, statystyki i raporty. – Na Wyspach duży nacisk kładzie się na profilaktykę, dlatego sporo czasu poświęcam na przeglądy i rozmowy „uświadamiające” – mówi – zdarza mi się zaskakiwać rodziców informacją, że Irn-Bru (gazowany napój) i chipsy nie powinny stanowić podstawy diety ich dwuletnich pociech. Spędziła na Wyspach już pół roku, jednak wciąż nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy chce tu zostać. Z pewnością zostaną w Szkocji co najmniej trzy lata – do końca kontraktu, a dalej – czas pokaże. Na razie domu w Polsce nie sprzedają.
Historia Joanny zaczęła się w 2002 roku na Gower Street. Wylądowała tam razem z mężem o 20 wieczorem, czekając na obcą, poznaną przez internet osobę, z ₤800 w kieszeni. W Polsce sprzedali dosłownie wszystko: stary samochód, telewizor, wideo, nawet obrączki, wszystko zostawiając za bezcen w lombardach. – Zrobiliśmy to, bo byliśmy zmęczeni, jak większość młodych małżeństw w Polsce – mówi – zmęczeni płaceniem rachunków i ciułaniem do pierwszego. W Anglii nie mieliśmy prawa pracy, a ja mogłam tylko pomarzyć o pracy w swoim zawodzie. Ale jakoś nam się udało wyjść na prostą. Wtedy na początku mieli trochę szczęścia. Internetowy znajomy się pojawił, zabrał do domu, zrobił kolację. Po trzech latach mieli już własne mieszkanie, córkę w drodze i kilka wycieczek w różne zakątki świata za sobą. Joanna zaczęła pracę jako stomatolog niedługo po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Nareszcie nie musi zastanawiać się, jak związać koniec z końcem – dobrze zarabia (ok. 60 tysięcy funtów rocznie) i docenia możliwości rozwoju, które daje jej praca. Planuje otwarcie własnej prywatnej praktyki. Na razie pracuje dla NHS i trochę narzeka na nowy, obowiązujący od 1 kwietnia 2005 roku system. – Moim zdaniem nowy system powstał po to, żeby zlikwidować stomatologię w państwowej służbie zdrowia – mówi. – Co będzie dalej, na razie trudno przewidzieć, ale już teraz można wskazać wiele absurdów. Na przykład jedna plomba kosztuje ₤45, a osiem wypełnień... tyle samo. Joannie nie podoba się, że musi odsyłać pacjentów z bólem, bo nie mają ubezpieczenia. Że musi zbierać punkty Units of Dental Activity, za które – jeśli przekroczy „normę” – wcale nie dostanie więcej pieniędzy, za to – jeśli normy nie wyrobi – wypłatę jej obetną. Że wszystko, dosłownie wszystko musi być zapisane w notatkach, w historii dentystycznej, w historii socjalnej, w dokumentacji zużytych narzędzi, w karcie pacjenta i w stu innych miejscach. – Przy tym systemie można ostatecznie wyleczyć się z bycia Judymem, poczucia odpowiedzialności czy współczucia. Brutalnie mówiąc: nie masz kasy? Niech cię boli. Najgorsze jest to, że dentyści i tak wyjdą na swoje, a straci na tym pacjent. W pracy nie podobają się też Joannie asystentki – powolne, pyskate, leniwe i niedouczone. Na szczęście w jednej z praktyk pracuje z Polką – bystrą, szybką i zorientowaną w temacie. – Jakże ja czasem tęsknię za dziewczynami (asystentkami i lekarzami), z którymi pracowałam we Wrocławiu – wspomina Joanna – te wspólne urodziny, imieniny, Wigilie, zawsze była jakaś okazja, żeby zostać po pracy. A ile było zabawy! Jednego dnia wszystkie paradowałyśmy z balonami pod białymi fartuchami, udając że solidarnie jesteśmy w ciąży. A w zespole był tylko jeden facet. Tu o takiej głupawce mogę tylko pomarzyć. Cóż – money comes first – to zdanie powtarzam sobie ostatnio jak mantrę. Do zalet pracy w Anglii, oprócz godziwych pieniędzy, Joanna zalicza łatwy dostęp do kształceń podyplomowych, a wręcz obowiązek takowych. W przeciwieństwie do Polski, gdzie po czterech latach oczekiwań na możliwość specjalizacji dostała zawiadomienie, że w interesującej ją dziedzinie – ortodoncji – jest jedno miejsce, a kandydatów 70. Wybraniec został wyłoniony na podstawie testu. – Jak się można domyślić – mówi – nie byłam to ja. To jeden z powodów, dla których o powrocie do Polski nie myślę w ogóle. O kraju Joanna myśli jedynie w kategoriach wakacji, i to nie za długich. Ma córkę, która urodziła się w Londynie i tu chciałaby ją wykształcić. – Choć pewnie można odnieść wrażenie, że z moich wypowiedzi bije pesymizm, tak nie jest. W końcu narzekanie to nasza narodowa cecha, prawda? – śmieje się Joanna – Gdyby było mi tu źle, nie zostałabym ani chwili dłużej. Ale trzymają mnie tu ogromne możliwości i perspektywy. Mimo, że czasem sobie „pobuczę”, za żadne skarby świata się stąd nie ruszę.
-------------------------------------------------------------------------------- Jak uzyskać prawo wykonywania zawodu dentysty w Wielkiej Brytanii? Dentysta, który zamierza wykonywać swój zawód w Wielkiej Brytanii jest zobowiązany zarejestrować się w Izbie Dentystycznej (General Dental Council). Wykonywanie zawodu stomatologa bez rejestracji jest w Zjednoczonym Królestwie przestępstwem. Rejestracja jest bardzo prosta. Wystarczy dostarczyć do GDC odpowiednie dokumenty i uiścić opłatę. Najważniejszym z wymaganych dokumentów jest zaświadczenie wystawione przez Okręgową Izbę Lekarską poświadczające, że program ukończonych przez dentystę studiów spełnia wymogi europejskiej dyrektywy dotyczącej szkolenia dentystów – Dental Training Directive. Jeśli program studiów nie spełniał tych wymogów, konieczne jest zaświadczenie o „zgodnym z prawem wykonywaniu zawodu dentysty przez trzy kolejne lata w ciągu ostatnich 5 lat”. Formularz rejestracyjny do GDC można znaleźć na stronie: www.gdc-uk.org lub uzyskać dzwoniąc pod numer telefonu: 020 7887 3800. Na liście wymaganych dokumentów znajdują się również: kopia paszportu, kopia dyplomu, kopia prawa wykonywania zawodu, zaświadczenie z Izby Lekarskiej o niekaralności (postawie etycznej) lekarza dentysty oraz zaświadczenie potwierdzające pracę w zawodzie przez 3 lata w ciągu ostatnich 5 lat. Może być również wymagany odpis aktu małżeństwa, jeśli nastąpiła zmiana nazwiska w stosunku do nazwiska widniejącego na dyplomie lub prawie wykonywania zawodu. Wszystkie kopie muszą mieć poświadczoną notarialnie zgodność z oryginałem. Dokumenty w języku polskim muszą być przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego. Roczna opłata rejestracyjna w GDC wynosi ₤409.
zrodlo: goniec.com
|