Kosmetyczka w Londynie Drukuj Email
środa, 05 kwiecień 2006
Goniec.comWłaścicielka salonu kosmetycznego na Ealingu, dwie pracownice londyńskich gabinetów i... żadnej kosmetyczki pracującej w domu. Posłuchajcie ich historii. A jeśli rozważacie karierę kosmetyczki na Wyspach, tak jak one weźcie sprawy w swoje ręce. Może przydadzą się wam rady Ewy, Beaty i Magdy. Pani na salonie Ewa Ellis w Polsce była kostiumologiem. Londyn odwiedzała często podczas swoich licznych podróży.

Na dobre przyjechała na Wyspy wiosną 80. roku. Przypadek sprawił, że została. Przypadek pokierował też jej karierą. Kiedy dziesięć lat temu coraz częściej odwiedzała salon kosmetyczny „The Tanning Shop” na Ealingu, jej mąż zażartował, że taniej byłoby go kupić. Czemu nie? – pomyślała. Los jej sprzyjał – okazało się, że właściciele jej ulubionego gabinetu akurat zamierzają go sprzedać. Zaczęła od intensywnych kursów kosmetycznych, uczyła się po osiem godzin dziennie, sam na sam z nauczycielem. Chociaż jej celem nie była praca w tym zawodzie, chciała móc nadzorować dziewczyny, które zatrudnia. Z perspektywy czasu ocenia, że kursy bardzo się jej przydały. Na przykład wtedy, kiedy jedna z pracownic zachoruje. Pani Ewa może ją z łatwością zastąpić. Teraz zatrudnia w swoim salonie dwie polskie kosmetyczki. Przełamała się i nadal pomaga młodym rodaczkom, mimo nieprzyjemnych doświadczeń. Pierwsza Polka, którą zatrudniła, okradała ją przez pół roku, druga – namawiała klientki na swoje usługi świadczone w domu produktami wyniesionymi z salonu, „na czarno”, taniej. - Ten ostatni proceder to zmora salonów kosmetycznych zatrudniających Polki – mówi pani Ewa – ostrzegam wszystkie klientki przed korzystaniem z takich usług. Trudno sprawdzić kwalifikacje kosmetyczki, domowym warunkom daleko do niezbędnej przy tej pracy sterylności, a w razie problemów po zabiegu, dochodzenie swoich praw jest właściwie niemożliwe.
W salonie pani Ewy kosmetyczki zazwyczaj nie dostają za swoją pracę stałej pensji, ale prowizję od wykonanych zabiegów. To motywuje je do pracy. Miesięcznie zarabiają co najmniej 800 funtów. Jeśli są pracowite i mają dar przekonywania, mogą zarobić dużo więcej. Żeby dostać taką pracę trzeba skończyć szkołę kosmetyczną na poziomie odpowiadającym angielskiemu Level 2. Same kursy nie wystarczą. Polski certyfikat koniecznie trzeba przetłumaczyć na angielski. Warto też postarać się o ceniony na Wyspach certyfikat City & Guilds. Najważniejsza rada pani Ewy dla polskich kosmetyczek, które chcą pracować w tym zawodzie w Wielkiej Brytanii – uczyć się angielskiego. - W tej pracy kontakt z klientem jest niezwykle ważny – mówi – w końcu do kosmetyczki nie idzie się tylko na zabieg, ale też zrelaksować się i wygadać. Pożądane umiejętności to woskowanie, henna, oczyszczanie twarzy, elektroliza i tipsy. Specjalistek od makijażu, których w Polsce jest najwięcej, Londyn nie potrzebuje.
A co z tymi kosmetyczkami, które chciałyby pójść w ślady pani Ewy i otworzyć własny – choćby na początek maleńki – gabinet? - Nie da się tego zrobić bez inwestycji – mówi właścicielka „The Tanning Shop” - dlatego takie plany trzeba zacząć od oszczędzania. Trzeba wynająć lokal, kupić niezbędny sprzęt, kosmetyki, odłożyć trochę „na życie”. Biznes, który po roku wychodzi na zero, to bardzo dobry biznes. Żeby otworzyć własną działalność w tej branży, trzeba postarać się o licencję. Wydaje je biuro councilu. - Na początku może być trudno, ale najważniejsze to iść do przodu – dodaje pani Ewa na zakończenie.

Dobra praca popłaca
Beata i Magda – Polki, kosmetyczki, dziś pracownice eleganckich londyńskich salonów. Obie chwalą sobie pracę i są zadowolone z zarobków. Beata mieszka w Londynie już cztery lata, od trzech pracuje w salonie kosmetycznym w klubie fitness. Przyjechała na Wyspy za miłością. Na początku nie myślała o pracy w zawodzie, chociaż miała kilkuletnie doświadczenie z Polski, prowadziła nawet swój gabinet kosmetyczny w Sopocie. Opiekowała się dziećmi, trochę sprzątała, chodziła do szkoły językowej. Trochę dorabiała, robiąc manicure i maseczki mamom dzieci, których pilnowała. Jedna z nich zarekomendowała Beatę, kiedy gabinet w jej klubie wywiesił ogłoszenie, że szuka kosmetyczek. Teraz żałuje, że czekała tak długo z pierwszym krokiem w kierunku pracy w zawodzie. – Wystarczyło, że pokazałam polski dyplom i prawie już miałam tę pracę – opowiada Beata. – Polskie kosmetyczki są bardzo cenione w Wielkiej Brytanii. Jesteśmy lepiej wykształcone od naszych brytyjskich koleżanek, zwykle mamy doświadczenie i chcemy się uczyć. Praca w angielskim gabinecie wygląda nieco inaczej niż w Polsce. Tutaj ogromny nacisk kładzie się na masaż – wykonuje go każda kosmetyczka. Nie przeprowadza się mechanicznych zabiegów oczyszczania twarzy, większy nacisk kładzie się na kosmetykę holistyczną i relaks. Angielki boją się o swoją cerę i trzeba je długo przekonywać do zabiegów, których nie znają. Do przekonywania klientek przydaje się dobra znajomość angielskiego – Beata potwierdza słowa Ewy. Ale, jak twierdzi – najważniejsze są umiejętności i doświadczenie – co najmniej trzy lata. – Certyfikat w języku angielskim na pewno może być pomocny w znalezieniu pracy – mówi Beata – w moim przypadku wystarczył polski dyplom.
Magda w Polsce pracowała w gabinecie, który prowadziła jej siostra. To ona przekonała ją do zawodu kosmetyczki i zaraziła swoją pasją. Tak zaczęła się przygoda, która trwa do dziś. Do wyjazdu na Wyspy skłoniła Magdę chęć nauki, poznania innych metod, kosmetyków, ludzi oraz nauka języka. Zaczęła od szkoły językowej i pracy dorywczej. Kiedy w gabinecie brakowało rąk do pracy, jego szefowa dzwoniła po Magdę. Teraz – w trzecim z kolei miejscu pracy – osiadła na stałe. Szukała pracy chodząc od gabinetu do gabinetu i pytając, czy są wolne miejsca. Problemów z jej znalezieniem nie miała, nawet słaby angielski na początek wystarczył. Wystarczył też polski dyplom. – Na każdej rozmowie kwalifikacyjnej trzeba pokazać, co się potrafi – mówi Magda – ręce kosmetyczki są jej najlepszym dyplomem. Ważne jest też doświadczenie, bez niego trudno znaleźć pracę.
Ile może zarobić kosmetyczka pracująca w salonie? Stawki za godzinę pracy zaczynają się od 7 funtów (brutto) – tyle dostaje Magda. Dostaje też prowizję od wykonanych zabiegów i od sprzedanych kosmetyków. Beata też ma prowizję – 10 procent ceny zabiegu. A że usługi kosmetyczne w Wielkiej Brytanii nie należą do tanich – co miesiąc zbiera się z tego pokaźna sumka.
Beata inwestuje oszczędności w sprzęt – w przyszłości zamierza otworzyć własny gabinet. Na razie po godzinach obsługuje polskie koleżanki i uczy się – skończyła już sześć kursów. Marzy też o szkole makijażu filmowego. Magda na razie nie myśli o swoim gabinecie. – Chcę jak najwięcej się nauczyć, kończę kolejne kursy – mówi – marzę, żeby wrócić do makijażu permanentnego, w którym specjalizowałam się w Polsce i wiem, że mi się to uda. Polskim kosmetyczkom, które chciałyby pójść w jej ślady radzi nigdy nie marnować okazji do nauki i pracować w każdym gabinecie tak, jak by był własny. Taka praca na pewno zostanie doceniona przez pracodawcę – dodaje.

Na czarno
Żadna z kosmetyczek pracujących nielegalnie w swoim domu lub w mieszkaniach klientek nie zgodziła się udzielić mi wywiadu. Wszystkie obawiają się, że zazdrosna koleżanka zadenuncjuje je do urzędu podatkowego. Co zyskuje się pracując na czarno? Po pierwsze i chyba ostatnie, kosmetyczka nie płaci podatków, więc więcej pieniędzy trafia do jej kieszeni. Z drugiej strony musi sama zabiegać o klientki, płacić za kosmetyki i środki czystości oraz dokształcanie. Nie ma ubezpieczenia zdrowotnego ani emerytalnego. Zwykle nie ma też ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. I najważniejszy minus – pracy na czarno nie może wpisać do CV. Czy warto? Policzcie same.

--------------------------------
City & Guilds
W poszukiwaniu pracy na Wyspach przydaje się międzynarodowy certyfikat, który daje przyszłym pracodawcom gwarancję, że umiejętności starającej się o pracę kosmetyczki są na światowym poziomie. Najpopularniejszą i najbardziej cenioną w Wielkiej Brytanii organizacją, która wydaje certyfikaty potwierdzające kwalifikacje zawodowe kosmetyczek jest City & Guilds. - Koszt uzyskania certyfikatu na każdym poziomie to kilkaset złotych – mówi Anna Ciechomska z polskiego oddziału City & Guilds. – Poziomów jest trzy: pomoc kosmetyczna, samodzielna kosmetyczka, kosmetyczka zarządzająca gabinetem. Wiedza teoretyczna jest weryfikowana na teście w języku angielskim. Na najniższym poziomie jest to test wyboru, na wyższych są wymagane odpowiedzi opisowe. Umiejętności praktyczne są oceniane przez przedstawicieli C&G podczas dwudniowych egzaminów organizowanych przez ośrodki egzaminacyjne. Egzaminy odbywają się dwa razy w roku w 75 ośrodkach w Polsce. Podobne szkolenia organizują też ośrodki na terenie całej Wielkiej Brytanii. Więcej informacji na stronie www.cityandguilds.com.

zrodlo: goniec.com
 

Polecamy

Solidarni z brytyjskimi związkami
Londyn praca angliaSolidarność użyczyła swojego słynnego logo związkom zawodowym w Wielkiej Brytanii. Znajomy, charakterystyczny symbol, który powstał w stoczni gdańskiej ma zachęcić Polaków zatrudnionyc...

Niania international
praca w anglii praca w londyniePraca jako au pair to znakomity sposób, aby za bezcen zwiedzić świat, poznać kulturę i język obcego kraju, a także wieść beztroskie życie pod opieką goszczącej cię rodziny. Tylko dzieci czase...

O jeden drink za daleko...
praca w anglii praca w londyniePracował jak oszalały, by dogodzić wielkim gwiazdom odwiedzającym klub, w którym pracował. Niestety, pracodawca wywdzięczył mu się zwolnieniem dyscyplinarnym, bo wypił drinka, którego ...

Advertisement
A-Plan
Piszemy angielskie CV

CV Angielskie CV różni się w małych detalach od polskiego.To co u nas jest modne tutaj może być przeżytkiem. Drobne niedociągnięcia mogą zdyskwalifikować nas w ciągu pierwszych 30 sekund przeglądania dokumentu.

Czytaj całość...

 

Subskrypcja

Zapisz się do naszej listy mailingowej, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, konkursach...






Who's Online

Odwiedza nas 5 gości