Dyskryminowany Polak... Wygrany Polak... Drukuj Email
piątek, 03 luty 2006

W Trybunale Pracy w Londynie zakończyła się sprawa 31-letniego Marcina K., który zaskarżył firmę, w której pracował. Za znoszenie dyskryminacji rasowych ze strony swoich managerów wygrał 16 tys. funtów.

Marcin do Londynu przyjechał w czerwcu. Szybko znalazł pracę. Zatrudnił się w firmie zajmującej się dostarczaniem półproduktów do restauracji. Najpierw trafił do działu załadunku na palety zbiorcze.
-Byłem w grupie, gdzie pracowało kilku Polaków. Ogółem na około sześciuset pracowników, w firmie zatrudniano około trzydziestu naszych rodaków. Większość ludzi szukała pracy na nocną zmianę, a że dobrze pracowaliśmy, byliśmy punktualni, to nas zatrudniali coraz chętniej -wyjaśniał.

Turcy od dyskryminacji
Nocnymi zmianami zarządzali jednak prawie wyłącznie Turcy, których w firmie było około 80 procent. - Oni wydawali polecenia, od nich wszystko zależało. Automatycznie przydzielali nas do cięższych i mniej przyjemnych prac. Reszta stała i patrzyła, aż „kolesie” z Polski skończą sprzątać - argumentował. Wszyscy buntowali się, ale nikt nie chciał zrobić pierwszego kroku, by temu zaradzić.

- Nie mogłem tego znieść. Zacząłem rozmawiać z managerem, a że w Polsce prowadziłem firmę, miałem pojęcie, jak to można rozegrać - wyjaśniał dalej Marcin. Wtedy jednak zaczęto go przenosić, do innych działów, podejrzewając o buntowanie załogi. - Najpierw trafiłem do chłodni, potem do kantyny. Stawiano mi coraz wyższe wymagania - wyjaśniał, tłumacząc, że tam właśnie proces jego dyskryminacji przybrał największe rozmiary.

- Jeden z pracujących ze mną Turków był w stosunku do mnie bardzo agresywny, próbował mi zaszkodzić. Groził mi - wyjaśniał. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza. O swoim traktowaniu postanowił donieść managerowi z dziennej zmiany. To zaowocowało zwolnieniem ‘oprawcy’.

Skarga nie wypaliła
Wtedy młody Polak postanowił iść za ciosem. - Z kolegami postanowiliśmy przygotować skargę do Branżowego Związku Zawodowego. Pod petycją podpisało się siedemnastu Polaków. Plan był prosty. Donieść o całej prawdzie wyżej - mówił, argumentując, że zarzuty, które wystosowali, były dość poważne.

- Pracowaliśmy na tej samej pozycji, co inni, ale nieustannie byliśmy znieważani. Wyzywano nas od zwierząt, śmieci... Czysty rasizm. Poza tym nie dostawaliśmy urlopów, jak inni - wyliczał dalej Marcin. Wszystkie starania dotyczące petycji spaliły jednak na panewce, bo jak się okazało, w momencie, gdy cała sprawa trafiła do Trybunału Pracy, o petycji nikt z właścicieli nawet nie słyszał.

- Najprawdopodobniej nie ujrzał jej nikt z szefostwa. Po prostu któryś z managerów musiał ją zniszczyć - sugerował. - Dodatkowo wyszło na jaw, że o naszych planach donosił jeden z bardzo ‘lojalnych’ pracowników – ‘Rudy’ - mówił z ironią o jednym z Polaków, który wyraźnie odstawał od grupy.

Na dywaniku szefa
Marcin natychmiast trafił na dywanik szefa. - Synu, czemu mi to robisz? Ja ciebie karmię... - przytaczał słowa szefa w dalszej rozmowie z nami 31-latek. - Próbowałem mu wyjaśnić, że jest wręcz przeciwnie. Tłumaczyłem mu, że to nie on, a ja jego karmię moją pracą. Wtedy wyprosił mnie z biura - relacjonował dalej.

Konsekwencje tego były jednoznaczne. W ostatnim tygodniu grudnia 2004 roku do Marcina przyszła kobieta, która wręczyła mu list. - W piśmie było napisane, że w związku z wygaśnięciem trzymiesięcznego okresu próbnego oraz ‘wiadomych między nami powodów’, zostaję zwolniony - przytaczał dalej treść pisma.

Przy okazji wyszła druga sprawa. - Dostałem karę za spóźnienie do pracy. Nie wypłacili mi 60 funtów za dziesięć godzin. Wtedy postanowiłem, że to będzie ich najdroższe 60 funtów... - kontynuował z nieskrywaną satysfakcją. To była połowa grudnia.

- Na święta pojechałem do Polski. Kiedy wróciłem, wysłałem do firmy list, w którym zasugerowałem, by zmieniono w niej podejście do Polaków. Poza tym domagałem się zwrotu zaległych mi pieniędzy - mówił. Od razu o całej firmie zawiadomił urząd zajmujący się dyskryminacją. Tam jednak, jak ubolewał, niestety, zignorował go.

Na drodze do Trybunału
Młody Polak jednak nie zraził się. Szybko trafił do firmy, która zajęła się przygotowaniem skargi do Trybunału Pracy. Proces, po pokonaniu małych przeszkód, wreszcie się rozpoczął. Po przesłuchaniu świadków zapadł też wyrok. Trybunał przychylił się do trzech z czterech skarg. Pierwsza z nich - najistotniejsza, potwierdziła, że Marcin K. był traktowany w sposób rasistowski oraz, że firma nieuczciwie zabrała część jego wynagrodzenia.

Potwierdzono także, że mężczyzna został zwolniony niezgodnie z prawem. - Przedstawiciel firmy zdecydował, że należy mi się za te wszystkie naruszenia 750 funtów. W porównaniu z orzeczonymi 16 tys. funtów, które dostałem, to była wręcz śmieszna kwota - argumentował.

Odwagi życzę
- Jesteśmy wychowani przez niewiedzę. Przyjeżdżając do Londynu, uciekłem przed korupcją w Polsce. Miałem nadzieję, że tutaj będzie inaczej... – mówił Marcin, tłumacząc że tylko cierpliwość pomogła mu wygrać proces. - Nie możemy się bać dochodzić swoich praw przed sądem. Wszyscy jesteśmy Europejczykami. To samo prawo nas obowiązuje i to samo prawo nas chroni - kwituje na koniec.

- Czasami wystarczy tylko uwierzyć w swoje prawa i wykazać odrobinę cierpliwości - radzi Marcin, który w grudniu 2005 roku wygrał proces w Trybunale Pracy. Za dyskryminację w londyńskiej firmie otrzymał 16 tys. funtów.

zrodlo: Polish Expres

 
A-Plan
Piszemy angielskie CV

CV Angielskie CV różni się w małych detalach od polskiego.To co u nas jest modne tutaj może być przeżytkiem. Drobne niedociągnięcia mogą zdyskwalifikować nas w ciągu pierwszych 30 sekund przeglądania dokumentu.

Czytaj całość...

 

Subskrypcja

Zapisz się do naszej listy mailingowej, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, konkursach...






Who's Online

Odwiedza nas 1 gość